image1 image2 image3

Kazania pasyjne – Salwator 2017 cz. 2 Modlitwa w Ogrójcu, El Greco

MĘKA PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA  OCZAMI ARTYSTÓW

Kazania pasyjne – Salwator 2017

2. Modlitwa w Ogrójcu, El Greco

 

 „W naturze człowieka leży to, iż trwożą go myśli o śmierci, zwłaszcza wtedy, gdy ciało jego ma się dobrze i nie jest bliskie obumierania. Ta ludzka strona natury Jezusa coraz mocniej dochodziła do głosu, w miarę jak uzmysławiał sobie nieuchronność rychłego [męczeństwa].

Ludzka strona jego natury nie pogodziła się ze śmiercią. Świadomość bliskiego kresu, po trzydziestu trzech latach życia w owym ciele, ściskała serce. A jednak takiego właśnie dokonał wyboru. Przyszedł tu, by umrzeć w imię ludzi.

Raz jeszcze zawołał:

- Ojcze mój!

Modlił się, to szepcząc coś pospiesznie, to znów wymawiając słowa wolno, głośno i wyraźnie. W pewnej chwili podniósł wzrok nad skałę i umilkł. Zobaczył anioła. Postać ta była świetlista, ale nie dodało mu to otuchy. Anioł również milczał. Zapewne miało to oznaczać, że Ojciec nie uczyni nic, by złagodzić męki Jezusa.

Podniósł się, powoli, pomagając sobie rękoma, i wrócił do tych, którzy gotowi byli oddać za niego życie. Spali, a gdy Piotr nieznacznie otworzy oczy, Jezus cicho szepnął:

- Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać?” (Jim Bishop, Dzień, w którym umarł Chrystus)

Tak, papież jest słaby, papież nie ma sił. Papież jest tylko człowiekiem. I choć przeznaczony jest do dzieł wielkich i moc ma olbrzymią od Boga, tylko ludzkimi siłami dysponuje. Czy nas to dziwi? Gorszy? Może przeraża? Pożytecznym będzie dla nas wyobrażenie sobie, jak przerażeni musieli być apostołowie w ową noc, kiedy to po spożytej wieczerzy wyszli w stronę ogrodu oliwnego. Przerażeni na widok ich Nauczyciela, który drży ze strachu, który się boi. Chrystus był świadom tego, że w tym ogrodzie rozpocznie się przewrotne działanie złego ducha pragnącego zniweczyć plan odkupienia człowieka. Pierwszym uderzeniem było wykorzystanie słabości ciała. Dotknęło to wszystkich bez wyjątku: Jezusa, Piotra, Marka, Judasza, choć każdego na inny sposób. Szatan pragnął zawładnąć ciałami tych ludzi, by stłamsić ich ducha. Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Duch wprawdzie gorliwy, ale ciało słabe – takie słowa wypowie Pan, a Marek ewangelista skrupulatnie zanotuje: Gdy wrócił, znowu zastał ich śpiących, gdyż oczy im się zamykały. I nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć.

Bo cóż odpowiedzieć? Któż z nas nie doświadczył na sobie tego, że ciało jest ograniczone? Znamy to dobrze: pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo, lenistwo – tak oto w naszym ciele chce rządzić zły duch. A ileż razy w nas zwycięża?! Bliskie przeto są nam słowa św. Pawła, który pisze:

Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe, a ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem tego, co czynię. Nie czynię bowiem tego, co chcę, ale czynię to, czego nienawidzę(…) Wiem przecież, że we mnie – to jest w moim ciele – nie mieszka dobro, ponieważ w mojej mocy jest pragnienie dobra, ale nie jego wykonanie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę. A jeśli robię to, czego nie chcę, już nie ja to robię, ale mieszkający we mnie grzech.

 

Czyż Jezus nie pragnął z całego serca odkupić każdego z nas, czyż nas nie ukochał do końca? A przecież jednak – i to podczas modlitwy! – mówił: Ojcze. Dla Ciebie wszystko jest możliwe, oddal ten kielich ode Mnie! Czyż Szymon, nazwany Piotrem, nie zarzekał się, że życie swoje odda za Mistrza? A przecież teraz śpi, a za kilka godzin zaprze się, że w ogóle zna kogoś takiego jak Jezus z Nazaretu! Czyż Judasz nie całował po wielokroć Nauczyciela wyrażając Mu swoje oddanie? Czy był aż w takiej potrzebie finansowej, żeby połasić się na te nędzne 30 srebrników? A przecież poszedł do wyższych kapłanów, aby im Go wydać, a już w ogrodzie oliwnym skoro tylko przyszedł, natychmiast podszedł do Jezusa i rzekł „Nauczycielu”, i pocałował Go. Czy w końcu wszyscy Apostołowie nie podpisaliby się pod zdaniem Piotra: Panie do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego(…). A przecież gdy Pan został pojmany – jak zanotuje św. Marek: wszyscy opuścili Go i uciekli.

Oto przed nami subtelna granica pomiędzy grzechem a świętością, pomiędzy tym co cielesne w nas, a tym, co duchowe, choć przecież od Boga mamy i ducha i ciało. Tę oczywistą, i niełatwą do pojęcia prawdę przedstawia na jednym ze swych obrazów El Greco, hiszpański malarz dobry baroku, wybitny manierysta. Płótno zatytułowane Chrystus w Ogrodzie Oliwnym podzielił on wyraźnie na dwie części prawie jednakowej wielkości. W pobliżu śpiących apostołów, znajdujących się na pierwszym planie, namalował drzewo, którego konar wyznacza granicę między tymi częściami: górną – boską – spowitą w nadnaturalną światłość, i ludzką – wyraźnie ciemniejszą, a jednak widoczną prawie dokładnie.

Wydaje się, że umieszczenie śpiących uczniów Jezusa na pierwszym planie, to nie tylko zabieg formalny modny wśród manierystów, stosujących dość często skomplikowane kompozycje, sztuczne pozy czy grę iluzji. Właśnie to, co cielesne ukazuje się oczom widza jako pierwsze. Tak właśnie oglądamy scenę modlitwy w Ogrójcu my – ludzie, którzy będąc tam – na miejscu Piotra, Jakuba i Jana – najprawdopodobniej też spalibyśmy wsparci o pnie drzew oliwnych, zamiast czuwać i modlić się. Zanim nasz wzrok pobiegnie w stronę światła, które bije od Anioła – wysłannika Bożego, skupia się na jaskrawych szatach apostołów i ich powykręcanych ciałach. Ich sylwetki sprawiają wrażenie jakby wystających z obrazu, będących w stosunku do widza na wyciągnięcie ręki.

Jeszcze jedno zwraca uwagę na tym obrazie: osoba przeżywająca największe wstrząsy duchowe to Chrystus, tymczasem właśnie Jego postać jest przedstawiona najbardziej statycznie,  niemal bez ruchu, podczas gdy zarówno przyklękający i wykonujący skłon anioł, jak i uczniowie ukazani w mocnym skrócie perspektywicznym, stanowią elementy dynamiczne obrazu. Tak oto „artysta zaskakuje widza i skupia jego uwagę, nawet jeśli przyczyny tego zaskoczenia nie są na pierwszy rzut oka dostrzegalne”.

Jezus – choć bije od Niego blask – otoczony jest przez mrok. W tyle majaczy tylko blady kształt księżyca, a w dali na horyzoncie za ciemną krawędzią głazu widać już nikłe światła pochodni zbliżającego się oddziału prowadzonego przez zdrajcę.

I jeszcze właśnie ów głaz, olbrzymia bryła skalna jak gdyby chroniąca Jezusa jeszcze przez ulotne chwile przed tym, co ma go nieuchronnie spotkać. Niewzruszona skała jako symbol wiary, wytrwałości, męstwa, cierpliwości. To o te cnoty modlimy się zawsze przeżywając Gorzkie żale, i wpatrując się w cierpliwość katowanego Jezusa Chrystusa – naszego Zbawcy. Jakby teza i antyteza: ta niewzruszona, chroniąca naszego Pana skała i Piotr – Skała, bezradny wobec snu…

 

Ale ten blok skalny przywodzi też inne skojarzenia związane ze sztuką. Starożytni filozofowie wyjaśniali termin „asceza”, porównując go do czynności rzeźbienia w skale (zgodnie z greckim odpowiednikiem, czyli czasownikiem ἄσκησις oznaczającym ćwiczenie,  kształtowanie, obrabianie). Asceza jako ociosywanie samego siebie służy temu, by z bezkształtnej bryły wydobyć kształty człowieka. Właściwie przecież jakość rzeźby mierzy się nie tylko doskonałością modelunku w twardym kamieniu, ale przede wszystkim ilością tego, co odłupane, co odrzucone. Dopiero właśnie to, co odrzucone – dzięki geniuszowi artysty rzeźbiarza – pozwala zachwycić się nad pięknem tego, co pozostało. Asceza chrześcijańska jest właśnie umiejętnością odrzucenia tego, w co człowiek obrasta, a przez co staje się coraz mniej ludzki. Człowiekiem staję się nie przez to, co posiadam, ale przez to, co odrzucę, czego się pozbędę, ponieważ ogranicza mnie to w moim człowieczeństwie, nie pozwala mi być w pełni człowiekiem.

Wielkopostne lekarstwa na grzechy, jakimi są: post, modlitwa i jałmużna, pozwalają nam kształtować siebie właśnie w tym celu, byśmy coraz bardziej stawali się ludźmi. Byśmy ograniczali ciało nie dla jakiejś niezrozumiałej idei, nie z motywów ekologicznych, nie dla innych jeszcze celów osobistych, społecznych, kulturowych, ale dlatego, by stawać się człowiekiem na miarę Chrystusa – Boga Człowieka, bo przecież człowiek, to coś o wiele więcej, niż ciało.

 

Ogrodzie Oliwny, widok w tobie dziwny.

Widzę Pana mego na twarz upadłego.

Tęskność, smutek, strach Go ściska,

Krwawy pot z Niego wyciska,

Ach Jezu mdlejący, prawieś konający.

 

Kielich gorzkiej męki z Ojca Twego ręki,

Ochotnie przyjmujesz, za nas ofiarujesz:

Anioł Ci się z nieba zjawia,

O męce z Tobą rozmawia, 

Ach Jezu strwożony, przed męką zmęczony.

 

CZĘSTO CZYTANE

Statystyka

Użytkowników:
6
Artykułów:
173
Odsłon artykułów:
61243
2017  Tygodnik Salwatorski   ©