image1 image2 image3

Wigilia na wygnaniu

Wigilia na wygnaniu w Kazachstanie (ZSRR)

 

 List pisany do serdeczrej przyjaciółki zamieszkałej w Haliczu. Autorka tego listu – nasza parafianka - została wywieziona wraz z matką i bratem ze Stanisławowa 13 kwietnia 1940 r. (drugi wielki wywóz) do Kazachstanu w jego półrocnozachodniej części (wojewódzwo kustanajskie) do wsi Presnogorkowka. Była to pierwsza wigilia na wygnaniu. Uczestniczyli w niej: p. Hendrychowska (ok. 70 lat), jej córka - Jadwiga Ciomborowa, jej wnuczka - Krysia Ciomborówna, jej wnuk - Adam, Petronela Myśliwcowa (lat 43), jej córka - Stanisława (autorka tego listu) i syn Petroneli - Wacław Myśliwiec

 

                                                                                                                     29/XII 1940.  

                                                           Kochana Ziuteczko!

List Was z otrzymaliśmy w pierwszy dzień Świąt, za który serdecznie dziękujemy. A teraz Ziutusiu opiszę Ci (na pewno będzie to ciekawe) Wigilię Polaków na Sybirze. Otóż ponieważ u siebie na kwaterze nie mogliśmy urządzić wieczerzy, poszliśmy do niejakiej p. Ciomborowej, która przebywa tu wraz z matką swoja, córką i synem. Ona ma dla siebie osobną maleńką ciupeczkę, toteż swobodniej nam było i przyjemniej. Koszem odjęcia sobie od ust nieraz wszystkiego urządziliśmy Wigilię. Gdy się ściemniło, zaczęły się przygotowania do tej arcyuroczystej chwili. Oparłyśmy deskę o okno i kuchnię. Na nią położyłyśmy odrobinę siana (koniecznie chcieliśmy, by chwila ta była spędzona po polsku, prawdziwie po polsku, tradycyjnie). Z resztek świetności pozostałą  serwetą nakryliśmy nagość deski. Dostaliśmy od dziadka 2 świece i opłatki, które na środku deski położyliśmy. Potem całe swoje naczynie, tj. cztery nadszczerbione talerze (razem z talerzami p. Ciomborowej) i na szczęście dla każdego po rownież nadszczerbionej łyżce położyliśmy na tym prowizorycznym stole. I nastała chwila, o której bałam się pomyśleć i nie wierzyłam, że spędzę ją tu. Niestety, a jednak spędziliśmy ją tu z dala od swoich bliskich najdroższych, z dala od Ojczyzny, Kościoła...

Nastała ta chwila. Z błyśnięciem pierwszej gwiazdki na niebie usiedliśmy (na uklęknięcie nie było miejsca) do modlitwy. Nastał mrok. W izbie cicho. Słychać nierówno bijące serca, które wyrywają się z cielesnej marnej powłoki i chcą lecieć wraz z myślą hen, hen do kraju...Widać w półmróku blade twarze, a za całą ich ozdobę oczy, oczy dziwnie błyszczące, tęsknie zamglone... Płynie błagalna modlitwa za Ojczyznę, bliźnich rodaków krew przelewających tam..., wreszcie za najbliższych, w końcu za wszystkich, którzy dzielą z nami wygnańczy los - słychać szloch. To babunia nie mogąc powstrzymać łez szlocha boleśnie jak dziecko... na dworze wiatr wyje dziki, bije o ziemię, domy, mocuje się z drzewami ... zaglądnał przez okno, ujrzał siedzącą grupę ludzi z rękami złożonymi, ludzi, którzy w tej chwili nie widzieli nic, patrzyli w przeszłość... zdziwiony, nigdy tego nie widział... zajrzał do serc ... i cóż ujrzał ... ujrzał coś, co zrozumiał ... ujrzał ból rozpierający, tęsknotę i żal … ujrzał i zrozumiał ... na chwilę przycichł, a potem głośno wyjąc, szlochając poleciał hen ku nieboskłonom i opowiadał, co widział. Lecz jeden wiatr zrozumiał, świat nie, bo zgoła inny, inny od tego, w którym my wzrośliśmy, inny – mściwy, zamkniety w sobie, bez Boga... Wyje wiatr... przedziwną dziką, tęskną melodię … my go rozumiemy … chcemy tak samo jak on, lecz niestety, szczęśliwszy on od nas ... bo wolny ...

Wreszcie z trudem podnosi się staruszka Babunia [p.Hendrychowska matka p. Ciomborowej, wywodziła się ze sfery ziemiańskiej, obdarzona wielkim darem krasomówstwa], bierze drżącymi rękami talerzyk z opłatkiem i zaczyna się dzielenie. I czegóż moze sobie życzyć ta mała garstka? Jakież ma życzenie? Życzenie jedno, jedno życzenie małe, a jednak wielkie jak świat ...w tym życzeniu mieści się całe nasze istnienie, całe nasze szczęście, byt, życie ... Wrócić ... W tej chwili przypominam sobie obraz Malczewskiego Wigilia na Sybirze - naturalnie, historia się powtarza - mówię w głębi duszy - te same smutne zamglone, tęskne oczy, te same blade twarze, ta sama dzika, niepowstrzymana tęsknota - to samo męczeństwo. Zagryzam mocno usta. Nie! Nie będę płakać -fe mazgaj - muszę mieć oczy suche! Co tam robi wujaszek biedny ... sam ... co tatuś ... przy nich nasze serca, nasze dusze ... za nich nasze modlitwy.

Małymi cząstkami opłatkow obdzieliliśmy całą gromadkę. Tak! A teraz oczekiwany cud! Barszcz, wprawdzie po rusku, ale smakuje nam aż strach. Frygamy z Kryśką [Ciomborówną] ze wspólnego talęrza na wyścigi. Pod wpływem jedzenia czarne myśli wypogadzają się. Moja mama zaczyna opowiadać na jaką cześć zachowała się Wigilia. Po barszczu następują pierogi z kartoflą. Jemy już nieco pomalej, bo żołądki odzwyczaiły się od tak dużej ilości jedzenia. A teraz cud wyśniony, wymarzony, cud nad cudy … kutia … prawdziwa kutia. Pszenica wprawdzie nieopychana z makiem, bez miodu, alę za to z cukrem zaoszczędzonym z lata. Po uprzątnięciu ze stołu kolędujemy. Płyną kolędy do Boga jak białe perełki. Kolędami tymi chcemy uprosić Boga, przebłagać Go. W izbie cicho, przytulnie... serca zaczynają bić spokojniej, oblewa nas błogi spokój. Tak, Chrystus się narodził, a znim na pewno nastanie to, czego łakniemy każdą cząstką serca, duszy, ciała i każdym nerwem. Śpiewamy i z pieśnią lecimy tam do nas ... do kraju...

Tak, Ziutka, kto by się spodziewał czegoś podobnego ... ? Kończę i całuję rączki Rodzicom, Krysieńkę mocno ściskam, a ciebie mocno, mocno całuję.

CZĘSTO CZYTANE

Statystyka

Użytkowników:
2
Artykułów:
173
Odsłon artykułów:
75564
2017  Tygodnik Salwatorski   ©